wtorek, 6 września 2011

Śliwkowo mi....



Śliwy i śliwki...uwielbiam. Uprawiane w naszych sadach od dawna, znane i cenione jako owoce doskonałe na przetwórstwo i chętnie zjadane świeże. W Polsce najczęściej spotykamy śliwę domową i lubaszkę, oba te gatunki powstały z dzikich. Owoc, pestkowiec jest bardzo różnorodny zarówno pod względem smaku jak i wyglądu. W sadownictwie istniej podział na cztery grupy odmianowe śliw: węgierki, śliwy okrągłe, renklody oraz lubaszki i mirabelki. Owoce mogą więc być owalne, kuliste, kulistoowalne, wydłużone, jajowate. Mogą być zarówno ciemnogranatowe (węgierki), zielonożółte, złotożółte i fioletowe (np.renklody), różowożółte i inne. Smak, wielkość owoców czy kształt jest cechą gatunkową. Podobnie jest też z zawartością substancji odżywczych.
Śliwy zawierają cukry, kwasy owocowe (cytrynowy, jabłkowy, winowy), garbniki, pektyny ,sole mineralne oraz cenne polifenole. Bogate są w potas, wapń, fosfor, magnez. Z witamin znajdziemy tu beta-karoten (witamina A), witaminę E,K witaminy z grupy B, odrobinę C (zależy od gatunku).
Dzięki zawartości przeciwutleniaczy śliwki działają antynowotworowo i przeciwmiażdżycowo, walkę z rakiem wspomaga zawartość błonnika w postaci pektyn.Owoce te w pewien sposób koją nasze nerwy, zawierają szereg witamin z grupy B, które maja dobroczynny wpływ na działanie układu nerwowego. Należy pamiętać , że śliwki suszone są bardziej kaloryczne, za to lepiej pomagają na zaparcia niż świeże. Choć uwielbiam śliwki świeże, nie mogę się doczekać naszego tradycyjnego, regionalnego przysmaku- Kubusia- czyli placka ziemniaczanego na słodko, ze śliwkami węgierkami i śmietaną. Pycha....