No i stało się. Ogarnęło mnie wiosenne lenistwo. Zamiast tryskać energią walczę z leniem. Takim pospolitym, który czasem dopada każdego. "Odłogiem" stoją posty, głowa pęka od niezrealizowanych pomysłów.
Do tego trzeba pracować i "prowadzić dom". Ot szara rzeczywistość. No nie taka szara, bo lada dzień, zaleje nas zieloność.
Mam nadzieję, że wiosna wciągnie mnie w swoją cudowność i szybko się odkorkuję by ponownie z przyjemnością blogować.
Wszystkim życzę samych wiosennych zachwytów i jak najmniej leniuszkowatych akcentów. Wkrótce wracam :)
Jeśli zainteresował Cię ten post, dołącz do mojego newslettera:sobota, 22 marca 2014
czwartek, 27 lutego 2014
Przedwiosennie - "rzeżuchowy" dywanik
"Rzeżucha", bo o niej mowa, jest nie
tylko tania, ale mega prosta w „uprawie”. Wystarczy namoczone nasionka wysypać na wilgotny "dywanik" z ligniny czy waty i po kilku dniach robi się zielono. Przycinanie listeczków spodoba się niejednemu maluchowi.
Tutaj muszę jednak podkreślić, że nazwa "rzeżucha" jest tylko potoczna, prawdziwa nazwa tej zdrowej roślinki to pieprzyca siewna.
To co zawierają
maleńkie listeczki mogą niejednego zaskoczyć. Znajdziemy w nich
antynowotworowe witaminy takie jak A, C, D, E oraz B1 czy K. To jedno z niewielu
warzyw, które zawierają jod, przy niedoczynności tarczycy ma to
znaczenie.
Oprócz jodu w listkach znajdują się sole minerale takie
jak : potas, wapń, fosfor żelazo i siarkę. Za charakterystyczny smak
odpowiada olejek gorczycowy, który ma działanie antybakteryjne i
antybiotykowe.
Pamiętajmy, że pieprzca należy do
warzyw krzyżowych, które są są nieocenione w walce z
infekcjami ale przede wszystkim z chorobami nowotworowymi.
"Rzeżucha" jest doskonałą przy
awitaminozie, skuteczna przy katarze, nawet przewlekłym. Poprawia
przemianę materii i pracę narządów takich jak trzustka czy
wątroba, jest lekko moczopędna. Poprawia wygląd włosów i paznokci, oczywiście ze względu na siarkę.
Jak ją można wykorzystać?
Doskonała na kanapki, może być dodatkiem do surówek, sałatek czy koktajli, można na jej bazie przygotować masło "rzeżuchowe" czy wykorzystać do posypania zupy.
Doskonała na kanapki, może być dodatkiem do surówek, sałatek czy koktajli, można na jej bazie przygotować masło "rzeżuchowe" czy wykorzystać do posypania zupy.
Te zielone listeczki nie są wskazane w
większych ilościach osobom cierpiącym na nadczynność tarczycy,
ciężarnym kobietom oraz tym, którzy borykają się z chorobami
nerek.
środa, 12 lutego 2014
Glukozynolaty na tropie czyli wiwat kapustne!
W warzywach kapustnych i w niektórych
roślinach z rodziny krzyżowych takich jak rzodkiewka, chrzan czy
nasturcja, drzemią ciekawe substancje bioaktywne.
Glukozynolaty, bo o nich mowa, są odpowiedzialne za typowy ostrawy zapach brukselki, kapusty czy kalafiora, to one wyciskają łzy gdy raczymy się chrzanem czy rzodkwią.
Glukozynolaty, bo o nich mowa, są odpowiedzialne za typowy ostrawy zapach brukselki, kapusty czy kalafiora, to one wyciskają łzy gdy raczymy się chrzanem czy rzodkwią.
Dzieje się tak za sprawą cząsteczek
siarki, które mają w swoim składzie (podobnie jak słynne
cebulowo-czosnkowe siarczki). Glukozynolaty to inaczej glikozydy
olejku gorczycowego.
Natura w sprytny sposób wykorzystuje
ich specyficzną ostrość- mianowicie do obrony. Jak to się dzieje?
Otóż glukozynolaty uwalniane są przez enzymy (enzym
tioglukozydaza) dopiero po zniszczeniu komórek roślinnych, czyli
przykładowo po siekaniu nożem, ścieraniu na tarce itp. Gąsienica
która ma ochotę na kapustę, wgryzając się w liście (a więc
niszcząc niejako komórki roślinne) zostaje „częstowana”
ostrym olejkiem gorczycowym i...rezygnuje z posiłku.
Człowiek wykorzystuje cudowności
natury do swoich celów, okazało się bowiem, że glukozynolaty
świetnie walczą z mikrobami, co więcej wszystko wskazuje na to, że
są czynnikiem hamującym raka.
To właśnie z glukozynolatów, podczas
siekania, krojenia i innych mechanicznych „zabiegów” powstają
słynne antyrakowe związki, choćby takie jak sulforafan,
izotiocjaniany, indole, tiocyjaniany i inne. Ważne jest jednak to,
by regularnie spożywać produkty bogate w te związki. Dowiedziono,
że stała obecność glukozynolatów w krwiobiegu jest
najkorzystniejsza, wówczas związki te szybciej rozprawiają się z
kancerogenami, czyli substancjami rakotwórczymi.
Do czego możemy jeszcze wykorzystać
ostre substancje powstające podczas „rozkładu” glukozynolatów?
Zjadając chrzan, rzodkiewkę czy gorczycę podczas przeziębienia,
wzmaga się mocno łzawienie, ślinienie- co jest korzystne, gdyż
wzrasta też produkcja śluzu. Dzięki temu, mamy ułatwione
odkaszlenie a dodatkowo korzystamy z antybakteryjnego czy
antywirusowego działania tych związków. Dowiedziono nawet, że
związki zawarte w chrzanie i nasturcji są skuteczne także podczas
infekcji dróg moczowych.
Wychwalając kapustne, trzeba
przypomnieć, że ich nadmiar nie wszystkim służy (nadmiar oznacza
porządne, codzienne porcje kapusty). Przy niedoborze jodu, mogą
przyczynić się do powstania wola, za sprawą pewnych substancji
powstających przy rozkładzie glukozynolatów (goitryny).
Innym „efektem ubocznym” mogą być
gazy, ale z nimi można sobie radzić nie żałując sobie kminku czy
czosnku.
Na koniec rada praktyczna, chcąc
rzeczywiście korzystać z dobroczynnego działania glukozynolatów,
trzeba pokochać surówki czy prasowanki. Wówczas unikniemy "uciekania" do wody tych
związków, co ma miejsce podczas gotowania, zwłaszcza długiego. W
ostateczności możemy dusić warzywa w małej ilości wody, byleby
niezbyt długo.
Na koniec krótka lista warzyw
szczególnie bogatych w glukozynolaty, na niektóre trzeba niestety
nieco poczekać, oczywiście w zimie także można je dorwać. Są to: kapusta
(chińska, biała, czerwona, włoska), kalafior, brokuł, chrzan,
rzodkiewka, rzodkiew, kalarepa, jarmuż, brukselka a z innych, także wspomniana nasturcja.
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Niebanalny jogurt naturalny
No muszę się pochwalić. Od jakiegoś czasu mam regularną dostawę świeżego naturalnego jogurtu. Wszystko za sprawą męża, który doskonale robi domowy jogurt :).
Jak zrobić zdrowy domowy jogurt naturalny?
Przepis jest bardzo prosty, wystarczy tłuste mleko i niewiele dobrego naturalnego jogurtu do "zaszczepienia" mleka. Mówiąc dobry jogurt, mam na myśli taki z kilkoma szczepami bakteryjnymi (żywymi!), bez cukru, mleka w proszku i innych dodatków. Nie nadaje się jogurt terminizowany czy pasteryzowany. Na litr mleka wystarczy pół opakowania małego jogurtu, można też użyć saszetki z bakteriami, które można kupić w internecie.
Mleko (pasteryzowanego nie trzeba zagotowywać) podgrzewany do temp. około 45-50 stopni a następnie dodajemy jogurt i całość mieszamy. Przekładamy do szklanego czystego słoja, zakręcamy i odkładamy w ciepłe miejsce np. koło kaloryfera, pieca. Można użyć termos (ze szklanym wkładem najlepszy). Na rynku są także dostępne specjalne jogurtownice. Teraz pozostaje nam poczekać, starać się nie ruszać słoja.
Po 6-7 godzinach sprawdzamy czy jogurt osiągnął prawidłową gęstość (przechylamy lekko słój, jogurt powinien niemal "stać" , być gęsty), jeśli tak, przekładamy do lodówki by zahamować dalszą fermentację. W termosie proces fermentacji przebiega szybciej, mniej więcej 5-6 godzin powinno wystarczyć.
Jeśli jogurt wyszedł zbyt kwaśny, oznacza to, że prawdopodobnie fermentacja trwała zbyt długo. Nasz jogurt zazwyczaj wychodzi śmietankowo - kremowy, o lekko kwaśnej nucie - idealny. Możemy potem oczywiście dołożyć ulubione dodatki smakowe np. miksowane owoce, miód, otręby, zarodki - jak kto woli. Kolejne jogurty można robić używając powstałego jogurtu do "szczepienia" mleka, jednak trzeba zadbać o to, by co jakiś czas kupować nowy jogurt.
Dlaczego warto jeść jogurt naturalny?
Podstawową substancją bioaktywną zawartą w jogurcie są bakterie kwasu mlekowego. Mają one korzystny wpływ na florę jelit, przykładowo hamują rozwój zarazków chorobotwórczych (skutecznie leczą biegunkę). Wspomagają trawienie laktozy - cukru mlekowego, dlatego też, osoby które nie tolerują laktozy w mleku, z powodzeniem mogą jadać produkty fermentacji mlekowej. Dzięki bakteriom kwasu mlekowego wzmaga się produkcja przeciwciał, dzięki czemu system immunologiczny zaczyna pracować na wyższych obrotach ( szczególnie jogurty zawierające szczepy Lactobacillus bulgaricus i Streptococcus termophilus)
Udowodniono także, że bakterie kwasu mlekowego są pomocne w walce z rakiem (szczególnie Lactobacillus acidophilus). Wiążą w jelitach kancerogeny unieszkodliwiając je. Rola bakterii w profilaktyce antynowotworowej, poddawana jest ciągłym badaniom. Jogurt to także źrodło wapnia, potasu, fosforu czy magnezu a także witamin z grupy B.
Trzeba też pamiętać, że bakterie kwasu mlekowego używane są do produkcji innych zdrowych smakołyków, takich jak zsiadłe mleko, kefir, twaróg, kapusta kiszona, ogórki kiszone czy chleb na zakwasie.
Jogurt naturalny można z powodzeniem wykorzystać w naturalnej kosmetyce.
Przepis na jogurtową maseczkę znajdziecie na blogu Naturalnie Piękna .
Jeśli zainteresował Cię ten post, dołącz do mojego newslettera:Jak zrobić zdrowy domowy jogurt naturalny?
Przepis jest bardzo prosty, wystarczy tłuste mleko i niewiele dobrego naturalnego jogurtu do "zaszczepienia" mleka. Mówiąc dobry jogurt, mam na myśli taki z kilkoma szczepami bakteryjnymi (żywymi!), bez cukru, mleka w proszku i innych dodatków. Nie nadaje się jogurt terminizowany czy pasteryzowany. Na litr mleka wystarczy pół opakowania małego jogurtu, można też użyć saszetki z bakteriami, które można kupić w internecie.
Mleko (pasteryzowanego nie trzeba zagotowywać) podgrzewany do temp. około 45-50 stopni a następnie dodajemy jogurt i całość mieszamy. Przekładamy do szklanego czystego słoja, zakręcamy i odkładamy w ciepłe miejsce np. koło kaloryfera, pieca. Można użyć termos (ze szklanym wkładem najlepszy). Na rynku są także dostępne specjalne jogurtownice. Teraz pozostaje nam poczekać, starać się nie ruszać słoja.
Po 6-7 godzinach sprawdzamy czy jogurt osiągnął prawidłową gęstość (przechylamy lekko słój, jogurt powinien niemal "stać" , być gęsty), jeśli tak, przekładamy do lodówki by zahamować dalszą fermentację. W termosie proces fermentacji przebiega szybciej, mniej więcej 5-6 godzin powinno wystarczyć.
Jeśli jogurt wyszedł zbyt kwaśny, oznacza to, że prawdopodobnie fermentacja trwała zbyt długo. Nasz jogurt zazwyczaj wychodzi śmietankowo - kremowy, o lekko kwaśnej nucie - idealny. Możemy potem oczywiście dołożyć ulubione dodatki smakowe np. miksowane owoce, miód, otręby, zarodki - jak kto woli. Kolejne jogurty można robić używając powstałego jogurtu do "szczepienia" mleka, jednak trzeba zadbać o to, by co jakiś czas kupować nowy jogurt.
Dlaczego warto jeść jogurt naturalny?
Podstawową substancją bioaktywną zawartą w jogurcie są bakterie kwasu mlekowego. Mają one korzystny wpływ na florę jelit, przykładowo hamują rozwój zarazków chorobotwórczych (skutecznie leczą biegunkę). Wspomagają trawienie laktozy - cukru mlekowego, dlatego też, osoby które nie tolerują laktozy w mleku, z powodzeniem mogą jadać produkty fermentacji mlekowej. Dzięki bakteriom kwasu mlekowego wzmaga się produkcja przeciwciał, dzięki czemu system immunologiczny zaczyna pracować na wyższych obrotach ( szczególnie jogurty zawierające szczepy Lactobacillus bulgaricus i Streptococcus termophilus)
Udowodniono także, że bakterie kwasu mlekowego są pomocne w walce z rakiem (szczególnie Lactobacillus acidophilus). Wiążą w jelitach kancerogeny unieszkodliwiając je. Rola bakterii w profilaktyce antynowotworowej, poddawana jest ciągłym badaniom. Jogurt to także źrodło wapnia, potasu, fosforu czy magnezu a także witamin z grupy B.
Trzeba też pamiętać, że bakterie kwasu mlekowego używane są do produkcji innych zdrowych smakołyków, takich jak zsiadłe mleko, kefir, twaróg, kapusta kiszona, ogórki kiszone czy chleb na zakwasie.
Jogurt naturalny można z powodzeniem wykorzystać w naturalnej kosmetyce.
Przepis na jogurtową maseczkę znajdziecie na blogu Naturalnie Piękna .
środa, 22 stycznia 2014
Zdrowsze oblicze makaronu...
Wprowadzając zdrowe nawyki do naszej rodzinnej diety, prawie zupełnie pozbyliśmy się zwykłego makaronu (choć rosół pozostał tylko i wyłącznie z tradycyjnym makaronem) na rzecz zdrowszej jego wersji.
Ponieważ dzieciaki lubią pałaszować nawet sam makaron bez dodatków, zaczęliśmy kupować różne jego rodzaje.
Dla przypomnienia, makaron razowy powstaje na bazie mąki pozyskanej z jednokrotnego przemiału oczyszczonego ziarna. Mianem pełnoziarnistego określamy także produkty, które powstają z tzw. mąk wyciągowych, wzbogacane o pozostałe części ziarnika, jednak w takich proporcjach, jakby były z całego ziarna, powinny zawierać więc okrywę owocowo - nasienną, bielmo i zarodek.
Zdarza się, że producent nazywa swój produkt pełnoziarnisty, ale jego skład chemiczny odbiega od rzeczywistego składu ziarna - np. oprócz mąki wysoko wyciągowej zawiera dużo otrąb a więc zbyt dużo błonnika. Taki makaron w gruncie rzeczy nie zasługuje na nazwę pełnoziarnistego.
Dobre makarony pełnoziarniste są źródłem białka, bogate są w błonnik ( zawierający także nierozpuszczalne frakcje) węglowodany złożone, witaminy z grupy B, cynk, żelazo, fosfor, magnez, mangan.
Przeglądając sklepy tradycyjne i internetowe, mogę powiedzieć, że jest w czym wybierać. Wszelkie kształty, przeróżne mąki użyte do wyrobu makaronów...
Oczywiście również osoby na diecie bezglutenowej znajdą coś dla siebie, makarony dostępne są zarówno w wersji jajecznej jak i bez jajek, choć zdecydowanie więcej jest makaronów razowych bez dodatku jajek.
Na naszym rynku znajdziemy przede wszystkim makarony razowe:
żytnie
pszenne
orkiszowe (odmiana pszenicy)
z ryżu brązowego i czarnego
gryczane
owsiane
jęczmienne
z dodatkiem mąki jaglanej
makarony mieszane (wielozbożowe)
ale także nieco inne takie jak kukurydziane czy sojowe.
Smak, wygląd ale i także walory zdrowotne podnoszą dodatki. Najpopularniejsze to
suszone warzywa takie jak szpinak, pomidory, bataty, dynia, pokrzywa, otręby, wakame, bazylia, czosnek, bakłażan, quinoa i inne.
Jaki jest Wasz ulubiony makron?
Subskrybuj:
Posty (Atom)