Jakiś czas temu otrzymałam do testów ciekawy produkt. Jest nim mleczko pszczele- BIO Gelee Royale.
Choć na co dzień z ogromnym dystansem podchodzę do wszelkich suplementów diety- ten produkt wzbudził moją ciekawość, gdyż mimo wszystko, dostępny jest tylko w takiej formie (suplementu) i nie kupię go tak po prostu na stoisku z warzywami.
Smak mleczka pszczelego przypomina mi pewien rozdział dzieciństwa, kiedy było w Polsce spore zainteresowanie produktami pszczelimi i moi rodzice przynosili do domu różne pszczele "smakołyki" by jak to twierdzili, troszkę nas "odżywić".
Z tego co zapamiętałam, mleczko pszczele nie smakowało mi zbytnio, podobnie jak pyłek kwiatowy. Z tego powodu, obawiałam się smaku, jednak po otwarciu fiolki i ostrożnym wypiciu zawartości, zostałam pozytywnie zaskoczona.
Całość miała fajny owocowy posmak- lekko słodki, z wyczuwalną nutą mleczka pszczelego- jednak smak ten, z każdym dniem wydawał mi się lepszy. Efekt takiego a nie innego smaku, wynikał z mieszaniny składników, oprócz samego mleczka pszczelego (1500 mg) był też miód (825 mg), syrop z pszenicy i zagęszczony sok pomarańczowy- wszystkie składniki pochodzące z rolnictwa ekologicznego, co z pewnością jest dużym plusem.
Opakowanie zawierało 10 fiolek z mleczkiem pszczelim, postanowiłam przetestować produkt, bez wcześniejszego zgłębiania tematu - tzn. bez wyczytania jak ma działać, by wynik testu był wiarygodny.
Oczywiście miałam pewną wiedzę na temat produktów pszczelich, ale nadarzyła się okazja by skonfrontować teorię z praktyką.
Choć 10 dni kuracji nie jest jakoś długim okresem czasu, by odczuć wielkie zmiany, po kilku dniach zauważyłam wyraźną poprawę nastroju. O dziwo, w pracy miałam średnio sprzyjające warunki do tego, by dobrze się czuć psychicznie- zmieniłam stanowisko pracy co wiązało się z dużym stresem. Dodam, że pracuję w dużym ośrodku sanatoryjnym, i przez ostatni czas miałam styczność z ogromną ilością ludzi. Ogromną- oznacza obsługa kilku setek gości, przy czym część z nich była przeziębiona, kichająca, kaszląca i kto wie co jeszcze...a ja co dzień wracałam do domu, bez oznak jakiejkolwiek infekcji, choć oczywiście sama odporność wynika także z dłuższego stosowania odpowiedniej, zdrowej diety.
Wracając do samego produktu- mleczko pszczele było ładnie, estetycznie zapakowane, dobrze zabezpieczone w mocnej fiolce, którą otwierało się bez większego wysiłku- łamiąc jej główkę. Całość zapakowana w firmowe pudełko, jedyne czego mi brakowało, to jakiejś ulotki z pozostałą ofertą, myślę, że z ciekawością bym poczytała.
Reasumując uważam, że produkt spełnił moje oczekiwania, myślę, że warto czasem zafundować sobie taką kurację. O mleczku pszczelim które testowałam można przeczytać więcej TUTAJ. Dziękuję sklepowi internetowemu Sensilive za możliwość testowania produktu.
Na koniec garść informacji na temat samego mleczka pszczelego. Ze względu na swój skład wykazuje ono właściwości nie tylko odżywcze, ale także biotyczne. Obfituje w makro i mikroelementy ( ponad 20!), zawiera aminokwasy (około 10 % aminokwasów występuje w stanie wolnym) zarówno egzogenne jak i endogenne, białko (globoliny i albuminy), enzymy, hormony (w tym hormon wzrostu) witaminy (kwas pantotenowy, nikotynowy wit.PP, witaminy z grupy B), tłuszcze, węglowodany, kwasy organiczne i inne.
Mleczko posiada właściwości bakteriostatyczne, immunoregulacyjne, stymuluje też centralny układ nerwowy, działa normalizująco i wzmacniająco. Stosuje się je w wielu dziedzinach dietetyki. Obecnie, dzięki wielu badaniom, dostępne jest bardzo szerokie piśmiennictwo na temat mleczka pszczelego, sporo ciekawych informacji można też wygrzebać w internecie- dlatego ciekawskich zachęcam do zgłębienia tematu.
Jeśli zainteresował Cię ten post, dołącz do mojego newslettera:wtorek, 8 października 2013
czwartek, 26 września 2013
Dziki czarny bez- owoce pełne antocyjanów
Dziś za oknem deszczowo. Ubierając dzieci do szkoły i przedszkola zastanawiałam się nad tym, od kiedy zaczynamy "akcję" naturalnego uodporniania - przed chorobami oczywiście. Na myśl przyszedł mi czarny bez. Nie jest to może surowiec wybitnie immunostymulujący, ale pomocny w wszelakiego rodzaju przeziębieniach.
Roślina ta, stosowana już za czasów Hipokratesa jest w naszym kraju bardzo popularna. Spotkamy ją w zaroślach, lasach liściastych, poboczach.
Zarówno kwiaty, liście jak i owoce są surowcami zielarskimi.
Niestety, bez już dawno ma za sobą okres kwitnienia (czerwiec), ale można sięgnąć do suszonych kwiatostanów. Napar z kwiatów jest pomocny przy przeziębieniach, działa też napotnie, moczopędnie i lekko ściągająco. Można tym naparem płukać gardło- działa łagodząco na stany zapalne. Z kwiatów można też robić syropy, wina a nawet napoje gazowane.
Kwiaty zawierają cukry, glikozydy, flawonoidy, kwasy organiczne, garbniki, aminy, fitoncydy i witaminę C. Jak widać mają dużą wartość biologiczną.
Owoc czarnego bzu
Owoce natomiast zawierają cukry, kwasy organiczne, kwas askorbinowy, garbniki, aminokwasy, karoten, barwniki antocyjanowe, flawonoidy (głównie rutynę).
Owoce te cenię sobie przede wszystkim z powodu dużej ilości antocyjanów. Najnowsze badania wykazały, że substancje czynne zawarte w owocach bzu, wykazują właściwości bakteriobójcze oraz uniemożliwiają wtargnięcie wirusa grypy do organizmu. Osoby już zainfekowane, szybciej wracają do zdrowia, jeśli korzystają z dobrodziejstw zawartych w tych owocach.
Zbiera się tylko dojrzałe owoce, gdyż w niedojrzałych znajduje się sambunigryna- glikozyd działający podrażniająco na nerki. Nawet dojrzałe owoce spożywa się tylko po przetworzeniu, usuwając wcześniej szypułki.
Owoce bzu czarnego świetnie nadają się na dżemy, soki, syropy a nawet zupy owocowe. Do dziś z dzieciństwa pamiętam smak takiego dżemu, którego pesteczki lekko "strzelały" między zębami.
Czy znacie smak czarnego bzu? A może podzielicie się przepisami z wykorzystaniem tych owoców?
Jeśli zainteresował Cię ten post, dołącz do mojego newslettera:Roślina ta, stosowana już za czasów Hipokratesa jest w naszym kraju bardzo popularna. Spotkamy ją w zaroślach, lasach liściastych, poboczach.
Zarówno kwiaty, liście jak i owoce są surowcami zielarskimi.
Niestety, bez już dawno ma za sobą okres kwitnienia (czerwiec), ale można sięgnąć do suszonych kwiatostanów. Napar z kwiatów jest pomocny przy przeziębieniach, działa też napotnie, moczopędnie i lekko ściągająco. Można tym naparem płukać gardło- działa łagodząco na stany zapalne. Z kwiatów można też robić syropy, wina a nawet napoje gazowane.
Kwiaty zawierają cukry, glikozydy, flawonoidy, kwasy organiczne, garbniki, aminy, fitoncydy i witaminę C. Jak widać mają dużą wartość biologiczną.
Owoc czarnego bzu
Owoce natomiast zawierają cukry, kwasy organiczne, kwas askorbinowy, garbniki, aminokwasy, karoten, barwniki antocyjanowe, flawonoidy (głównie rutynę).
Owoce te cenię sobie przede wszystkim z powodu dużej ilości antocyjanów. Najnowsze badania wykazały, że substancje czynne zawarte w owocach bzu, wykazują właściwości bakteriobójcze oraz uniemożliwiają wtargnięcie wirusa grypy do organizmu. Osoby już zainfekowane, szybciej wracają do zdrowia, jeśli korzystają z dobrodziejstw zawartych w tych owocach.
Zbiera się tylko dojrzałe owoce, gdyż w niedojrzałych znajduje się sambunigryna- glikozyd działający podrażniająco na nerki. Nawet dojrzałe owoce spożywa się tylko po przetworzeniu, usuwając wcześniej szypułki.
Owoce bzu czarnego świetnie nadają się na dżemy, soki, syropy a nawet zupy owocowe. Do dziś z dzieciństwa pamiętam smak takiego dżemu, którego pesteczki lekko "strzelały" między zębami.
Czy znacie smak czarnego bzu? A może podzielicie się przepisami z wykorzystaniem tych owoców?
poniedziałek, 23 września 2013
Powrót do zdrowia- czyli życie bez palenia!
Każdy palacz wie, że decyzja o zaprzestaniu
palenia nie jest łatwa, jest za to krokiem milowym w stronę zdrowia.
O tym, jakie szkody czyni palenie, także bierne, pisałam już poprzednio.
Dziś będzie o tym, jak utrzymać się na tej „dobrej drodze”,wolnej
od nałogu i przywrócić zdrowie, dzięki kampanii ExSmokers. Dla niewtajemniczonych- w wielkim skrócie- kampania ta, promuje bezpłatne internetowe narzędzie iCoach, które sprawia ,że rzucanie papierosów jest łatwiejsze, szybsze i bardziej skuteczne. To wynik działania wspólnej pracy naukowców z różnych dziedzin, wszystko po to, by grono niepalących było coraz szersze.
Mając już w ręce wsparcie w postaci narzędzia iCoach, możemy wyposażyć się w drugą broń, dzięki której szanse na nasz sukces zwiększą się. Tą bronią jest właściwa dieta, która umożliwi nam nie tylko detoksykację ale pozwoli przywrócić zdrowie i właściwe funkcjonowanie organizmu. Nie ma się co oszukiwać, palenie przecież bardzo pustoszy nasz organizm.
Przez lata palenia, gromadzą się w organizmie rożne związki rakotwórcze, by się ich skutecznie pozbyć potrzeba czasu. Oczywiście nasz przewód pokarmowy, wątroba, nerki i skóra, potrafią usunąć toksyny, jednak w przypadku stałego dostarczania „trucizny” poprzez palenie, trzeba wspomóc nasz organizm w tej walce, gdyż jest nieco upośledzony i osłabiony.
Wraz z pożywieniem musimy dostarczyć porządną porcję antyutleniaczy, które nie tylko wychwytują szkodliwe wolne rodniki ale także je neutralizują. Tych substancji jest sporo, wymienię najważniejsze z nich: wśród witamin- C, E, A oraz beta-karoten ( a może zwłaszcza beta-karoten), z minerałów to głównie cynk, selen , magnez, mangan i miedź. Nie można zapomnieć też o polifenolach i błonniku. Oczywiście wszystkie te substancje powinny znaleźć się w diecie, nie tylko tych osób które żegnają się z nałogiem.
Pamiętamy, że witaminy apteczne ( tabletki i inne preparaty) nie są najlepszym rozwiązaniem- po pierwsze, dużo gorzej wchłaniają się przez organizm, a po drugie, nie dostarczają innych cennych związków biologicznie czynnych, które w sposób naturalny znajdują się w produktach spożywczych, zwłaszcza w warzywach i owocach.
Dieta powinna być oparta na produktach mało przetworzonych, dobrze by znalazły się w niej produkty pełnoziarniste ( w tym także bezglutenowe!), warzywa kapustne (mają przecież działanie przeciwnowotworowe), czosnek wraz z cebulą, warzywa bogate w karotenoidy (marchew, dynia, brzoskwinia, ciemnozielone warzywa, pomidor i inne), strączkowe, zdrowe tłuszcze i przyprawy ( zwłaszcza kurkuma, zioła takie jak tymianek, oregano, bazylia, rozmaryn). Warto pić zieloną herbatę, która między innymi neutralizuje czynniki rakotwórcze tytoniu. Osoby które szczególnie źle znoszą odstawianie nikotyny, mogą spróbować jeść owsiankę- (owies wpływa w pewien sposób hamująco na chęć zapalenia) a także pokarmy o działaniu zasadowym (rodzynki, szpinak, boćwina, migdały) gdyż mają zdolność utrzymania przez pewien czas, poziomu nikotyny w organizmie.
Możemy również wesprzeć nasze ciało za pomocą ziół, o działaniu detoksykacyjnym. Trzeba dodać, że pomogą one nie tylko w odtruciu organizmu, ale także dostarczą różne substancje aktywne, które maja działanie między innymi bakteriobójcze, przeciwzapalne czy rozkurczowe. Nie należy się obawiać ziół, które mają działanie napotne- bo przecież z potem wydalamy na zewnątrz szkodliwe związki. Możemy tu wymienić np. kwiat lipy, bzu czarnego czy owoc maliny. Wśród ziół, które mają sprawdzone działanie detoksykacyjne można stosować sok z pokrzywy, ziele krwawnika, owoc dzikiej róży, szałwię,miętę, korę wierzby, liść brzozy i inne. Dostępne są również gotowe mieszanki, które wspomagają funkcje oczyszczające naszego organizmu.
Stosując odpowiednią zdrową dietę,
szybko możemy odczuć korzyści z rzucenia palenia ,pierwszym objawem
może być zdrowsza cera, odzyskanie smaku, i chęć do większej aktywności
fizycznej. Dodatkowo ciągle możemy odzyskiwać pewność siebie dzięki
narzędziu iCoach.
Zbliża się Światowy Dzień Eks-palacza (26 września), mam nadzieję, że grono zdrowiejących, wolnych od nałogu osób, powiększy się o kolejnych „zwycięzców”, w tym także o mojego tatę. Z tej okazji, życzę wszystkim moim czytelnikom, którzy borykają się z problemem palenia tytoniu, by szybko zreflektowali się i podjęli decyzję o powrocie do zdrowia.
środa, 11 września 2013
Przekąskowo czyli suszone śliwki
W tym roku śliwy obrodziły- przynajmniej w moim regionie. Choć uwielbiam świeże owoce- chętnie sięgam po suszone, z kilku powodów.
Suszone śliwki są słynnym "lekiem" za zaparcia-ja na szczęście nie cierpię na tego typu problemy, ale z pewnością nie ma chyba słodszego "lekarstwa" na tę przypadłość. Sorbitol wraz z błonnikiem robią swoje- działają regulująco i przeczyszczająco.
Jeśli chodzi o mnie- suszone śliwki cenię sobie z innego powodu- są one świetnym źródłem antyutleniaczy.
Zawierają także bor- który jest tak cenny dla rozwoju kości- tutaj działa wraz z witamina K. W owocach znajdziemy także potas, wapń, fosfor, magnez i żelazo. Z witamin- sporo jest beta-karotenu (choć morele są chyba nie do pobicia), owoce zawierają także witaminy z grupy B (zwłaszcza ryboflawinę), witaminę E i D. Warto wymienić , że zawierają kwasy omega-6.
To nie wszystko- suszone śliwki są także źródłem naturalnych salicylanów-które wykazują działanie zbliżone do aspiryny, czyli przeciwzapalne, przeciwkrzepliwe i przeciwbólowe. Te działanie aspirynopodobne sprawia, że śliwki jak i inne pokarmy bogate w salicylany, są korzystne w chorobach układu sercowo-naczyniowego.
Z tego powodu, wciskam te owoce mojej dzieciarni- jako przekąska. Oczywiście w ilościach odpowiednich, wraz z innymi owocami. To również super dodatek do muesli i owsianki.
Staram się kupować owoce naturalnie suszone i ponownie nawilżane- są łatwiejsze do spożycia. Unikam konserwowanych (sorbinian potasu czy inne dziadostwo) wędzonych- wolę dołożyć parę groszy i kupić lepsze jakościowo owoce.
Może suszone śliwki nie wyglądają zbyt apetycznie- ale z pewnością są zdrowsze od słodyczy :)
Jeśli zainteresował Cię ten post, dołącz do mojego newslettera:Suszone śliwki są słynnym "lekiem" za zaparcia-ja na szczęście nie cierpię na tego typu problemy, ale z pewnością nie ma chyba słodszego "lekarstwa" na tę przypadłość. Sorbitol wraz z błonnikiem robią swoje- działają regulująco i przeczyszczająco.
Jeśli chodzi o mnie- suszone śliwki cenię sobie z innego powodu- są one świetnym źródłem antyutleniaczy.
Zawierają także bor- który jest tak cenny dla rozwoju kości- tutaj działa wraz z witamina K. W owocach znajdziemy także potas, wapń, fosfor, magnez i żelazo. Z witamin- sporo jest beta-karotenu (choć morele są chyba nie do pobicia), owoce zawierają także witaminy z grupy B (zwłaszcza ryboflawinę), witaminę E i D. Warto wymienić , że zawierają kwasy omega-6.
To nie wszystko- suszone śliwki są także źródłem naturalnych salicylanów-które wykazują działanie zbliżone do aspiryny, czyli przeciwzapalne, przeciwkrzepliwe i przeciwbólowe. Te działanie aspirynopodobne sprawia, że śliwki jak i inne pokarmy bogate w salicylany, są korzystne w chorobach układu sercowo-naczyniowego.
Z tego powodu, wciskam te owoce mojej dzieciarni- jako przekąska. Oczywiście w ilościach odpowiednich, wraz z innymi owocami. To również super dodatek do muesli i owsianki.
Staram się kupować owoce naturalnie suszone i ponownie nawilżane- są łatwiejsze do spożycia. Unikam konserwowanych (sorbinian potasu czy inne dziadostwo) wędzonych- wolę dołożyć parę groszy i kupić lepsze jakościowo owoce.
Może suszone śliwki nie wyglądają zbyt apetycznie- ale z pewnością są zdrowsze od słodyczy :)
wtorek, 3 września 2013
Czy acerola zawiera dużo witaminy C?
Pierwszy owoc na alfabetycznej liście i zarazem pierwszy pod względem zawartości witaminy C. Acerola- zwana inaczej wiśnią z Barbados, rośnie głównie w Ameryce Środkowej a także na Wyspach Karaibskich.
Owoc aceroli robi ostatnio medialną karierę- jako źródło naturalnej witaminy C, coraz częściej można natknąć się na preparaty czy suplementy wzbogacone o wyciąg z tych owoców.
Sama roślina ma postać krzewu bądź drzewka, owoce są kwaśnymi, niewielkimi pestkowcami. Małe czerwone owoce, przypominające wiśnię zawierają nie tylko witaminę C- której jest na prawdę bardzo dużo- bo nawet 4500 mg w 100 gramach- czyli kilkadziesiąt razy więcej niż np.cytrusy.
Oczywiście zawartość witaminy C zależy od różnych czynników- dojrzałości owoców, rejonu uprawy, czasu zbioru czy samej odmiany.
co poza witaminą C?
Acerola jest bogata również w inne dobrodziejstwa- znajdziemy w nich także sporo karotenu, witaminę B1, B2, PP a także flawonoidy i antocyjany- o aktywności przeciwrodnikowej.
Warto zwrócić uwagę na zawartość żelaza, które dodatkowo ułatwia przyswajanie witaminy C, w owocach znajdziemy także fosfor i wapń.
Kwaśny smak zawdzięczamy między innymi kwasowi jabłkowemu- który jest także cennym składnikiem.
Wysoka zawartość witaminy C, występującej w naturalnych kompleksach sprawia, że acerola działa immunostymulująco- zwiększa się produkcja przeciwciał więc układ odpornościowy dostaje "kopa". Dodatkowo składniki zawarte w owocach działają wzmacniająco na naczynia krwionośne, zapobiegają miażdżycy i wykazują działanie przeciwzapalne.
Mimo, że acerola nie rośnie w naszej strefie klimatycznej, myślę , że warto sięgnąć czasem po taką naturalną witaminę C, zwłaszcza, że zbliżają się małymi kroczkami chłodniejsze dni, a wraz z nimi osłabienie odporności.
Najważniejsze jest jednak to by nasza dieta była różnorodna- w mojej z pewnością nie zabraknie ukochanej dzikiej róży- która jest również zdrowa, pełna witamin i jest po prostu "nasza".
Wracając do aceroli dorzucę małą ciekawostkę- roślina ta nadaje się do "domowej" hodowli- nie jest jakoś wybitnie wymagająca- ale oczywiście lubi ciepło. W sprzyjających warunkach owocuje po 3-4 latach- więc ktoś się może skusi na taką własną "wytwórnię" naturalnej witaminy C.
Sproszkowaną acerolę można kupić : TUTAJ
Jeśli zainteresował Cię ten post, dołącz do mojego newslettera:Owoc aceroli robi ostatnio medialną karierę- jako źródło naturalnej witaminy C, coraz częściej można natknąć się na preparaty czy suplementy wzbogacone o wyciąg z tych owoców.
Sama roślina ma postać krzewu bądź drzewka, owoce są kwaśnymi, niewielkimi pestkowcami. Małe czerwone owoce, przypominające wiśnię zawierają nie tylko witaminę C- której jest na prawdę bardzo dużo- bo nawet 4500 mg w 100 gramach- czyli kilkadziesiąt razy więcej niż np.cytrusy.
Oczywiście zawartość witaminy C zależy od różnych czynników- dojrzałości owoców, rejonu uprawy, czasu zbioru czy samej odmiany.
co poza witaminą C?
Acerola jest bogata również w inne dobrodziejstwa- znajdziemy w nich także sporo karotenu, witaminę B1, B2, PP a także flawonoidy i antocyjany- o aktywności przeciwrodnikowej.
Warto zwrócić uwagę na zawartość żelaza, które dodatkowo ułatwia przyswajanie witaminy C, w owocach znajdziemy także fosfor i wapń.
Kwaśny smak zawdzięczamy między innymi kwasowi jabłkowemu- który jest także cennym składnikiem.
Wysoka zawartość witaminy C, występującej w naturalnych kompleksach sprawia, że acerola działa immunostymulująco- zwiększa się produkcja przeciwciał więc układ odpornościowy dostaje "kopa". Dodatkowo składniki zawarte w owocach działają wzmacniająco na naczynia krwionośne, zapobiegają miażdżycy i wykazują działanie przeciwzapalne.
Mimo, że acerola nie rośnie w naszej strefie klimatycznej, myślę , że warto sięgnąć czasem po taką naturalną witaminę C, zwłaszcza, że zbliżają się małymi kroczkami chłodniejsze dni, a wraz z nimi osłabienie odporności.
Najważniejsze jest jednak to by nasza dieta była różnorodna- w mojej z pewnością nie zabraknie ukochanej dzikiej róży- która jest również zdrowa, pełna witamin i jest po prostu "nasza".
Wracając do aceroli dorzucę małą ciekawostkę- roślina ta nadaje się do "domowej" hodowli- nie jest jakoś wybitnie wymagająca- ale oczywiście lubi ciepło. W sprzyjających warunkach owocuje po 3-4 latach- więc ktoś się może skusi na taką własną "wytwórnię" naturalnej witaminy C.
Sproszkowaną acerolę można kupić : TUTAJ
Subskrybuj:
Posty (Atom)


